BioWare stanął przed bardzo trudnym zadaniem. W grze Mass Effect stworzyli uniwersum s-f, w którym umieścili epicką opowieść o ratowaniu galaktyk. Była ona ciekawa na tyle, że zyskała sobie wielu fanów, którzy potrafili przymknąć oko na niektóre niedociągnięcia (bliźniaczo podobne do siebie bazy, długa i bezsensowna eksploracja planet, ...). Teraz mamy okazję zapoznać się z kontynuacją przygód komandora Sheparda (lub komandor Shepard, gdyż płeć głównego bohatera możemy wybrać wedle upodobania). Czy druga część udźwignie ciężar jaki otrzymała w spadku po części pierwszej, czy też BioWare odcina tylko kupony?
Edycja kolekcjonarska częsci drugiej jest znacznie mniej okazała niż w przypadku Mass Effect. Otrzymujemy w niej standardowe dwie płyty DVD z instalatorem, jedną płytę z dodatkami filmowymi, króciutki wycinek komiksu stworzonego na podstawie gry, kartę Cerberus Network dającą dostęp do dodatkowych rozszerzeń, kod odblokowujący kolejne rozszerzenia, artbook (niestety, druk się opóźnił i nie jest dostępny w dniu premiery, zatem nie mogłem się z nim jeszcze zapoznać) oraz solidne metalowe pudełko na to wszystko. Całość ma rozmiary standardowego, "szerokiego" pudełka z grą. Ogólnie trudno się do czegoś przyczepić, lecz o dwóch rzeczach warto wspomnieć. W metalowym pudełku mieści się wszystko prócz komiksu oraz (zapewne) artbooka. Sprawia to, że jest ono nieco bezużyteczne. I tak trzeba całość trzymać w dużym opakowaniu. Drugim zgrzytem jest sam komiks. Jest to miły dodatek, jednakże treściowo jest on bardzo krótki. Niczego nie wyjaśnia, ani nawet nie stara się zaintrygować jakimś ciekawym rozpoczęciem historii. Jest to początek serii, która ukaże się w niedługim czasie, podejrzewam jednak, że ominie ona Polskę. Przydaje się do zabicia czasu podczas instalacji, ale do niczego więcej.
Instalacja przebiega bez problemów. Konfiguracja jest zbliżona do pierwszej części, tzn. większość opcji niestety trzeba ustawiać zewnętrznym programem, co jest rozwiązaniem typowym w przypadku gier wieloplatformowych, lub konwersji z konsol. Z jego poziomu można także zaimportować zapisane gry z części pierwszej. Po tej operacji, rozgrywka będzie toczyła się zależnie od tego jakie decyzje podjęliśmy w Mass Effect. Jeśli zabiliśmy Wreksa na Virmirze, nie pojawi się on w czasie gry w część drugą. To samo dotyczy decyzji o poświęceniu Ashley lub Kajdana oraz tego, czy w bitwie o Cytadelę udzieliliśmy pomocy Radzie, czy też pozwoliliśmy jej członkom zginąć. Dodatkowo, na początku gry jesteśmy "przepytywani" (prawdopodobnie w celu sprawdzenia czy coś pamiętamy), np. kogo poparliśmy w wyborze na przewodniczącego nowej Rady (jeśli zginęła) - Andersona, czy Udinę. Ostatnim elementem importowanym z zapisanej gry jest płeć i wygląd postaci. To ostatnie jednak możemy zmienić niedługo po rozpoczęciu historii.
Jakie zmiany zaszły w ciągu tych kilku lat tworzenia części drugiej? Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy jest znacznie lepsza grafika. Tekstury są bardziej szczegółowe, skóra wygląda bardziej naturalnie, oświetlenie działa nieco lepiej. Pogorszeniu zaś uległy animacje postaci. Najczęściej są bardzo naturalne (trzymają poziom kapitana Andersona wparowującego do biura senatora Udiny w pierwszej części), jednakże są momenty kiedy postacie poruszają się bardzo sztucznie, niczym roboty. Dotyczy to w szczególności ruchów głowy podczas dialogów. Nie zdarza się to często, jednakże bardzo psuje odbiór. Także ruch ostrzeliwanej Normandii wydaje się mało realistyczny. Statkiem miota jak zabawką, nie ma żadnego dryfu itp. Całe szczęście, że scena ta trwa krótko, jednakże zasługiwała ona na znacznie lepsze dopracowanie, w końcu to "naszą" Normandię okaleczają. Większej różnicy w modelach nie widać, natomiast bazy (a przynajmniej te, które mamy okazję zwiedzać na początku) są większe i bardziej urozmaicone.
Jeśli chodzi o dźwięk, to wiele próbek zostało wykorzystanych z części pierwszej. Bardzo duże potknięcie dotyczy jednak polskiego dubbingu. W odróżnieniu od Mass Effect, w części drugiej nie mamy wyboru między polską a angielską ścieżką dialogową. W rezultacie nie dane jest nam usłyszeć Martina Sheena w roli Illusive Mana, czy Iwony Strzechowskiej (lub jak kto woli - Yvonne Strahovsky) jako Mirandy. Większość polskich głosów jest dobrze dobrana, lecz dubbing cierpi na standardową chorobę naszych aktorów - deklamację. Niestety, najbardziej sztywno podkłada głos aktor wcielający się w rolę Sheparda. To bardzo duży spadek jakości w porównaniu z częścią pierwszą, w której do polskiego dubbingu nie można było mieć większych zastrzeżeń. Istnieje także możliwość włączenia podpisów i bardzo zalecam skorzystanie z tej opcji, gdyż polskie dialogi dość często są urywane pod koniec lub nawet w środku zdania.
Zmiany nie ominęły także rozgrywki. Większy nacisk położony został na walki, które teraz są dłuższe i bardziej dynamiczne. Przyzwyczajenia wymaga nowy system chowania się za osłonami, w którym teraz jawnie należy wciskać klawisz odpowiedzialny za ukrycie. Postać nie "klei" się już automatycznie do ścian. Interfejs aktywnej pauzy przeszedł drobny lifting, ale raczej można to zaliczyć na plus. Gorzej ma się sprawa z wszelkimi innymi interfejsami, w których nie działa już dwuklik i trzeba niestety jeździć kursorem od przycisku do przycisku.
Na obecnym etapie trudno mi coś powiedzieć o zmianach w eksploracji planet oraz baz, gdyż nie miałem jeszcze okazji tego sprawdzić. Ogólne wrażenie jest pozytywne. Owszem, Mass Effect 2 wymaga zmiany niektórych przyzwyczajeń, jestem jednak przekonany, iż będzie to przeszkadzało jedynie na początku gry. Pomijając rażąco zły dubbing (do którego jednak osoby grające we wpełni zlokalizowane gry powinny być już przyzwyczajone) reszta wydaje się być wykonana bardzo dobrze. Pod znakiem zapytania stoi najważniejsza część gry czyli fabuła, ale o tym przekonamy się dopiero za jakiś czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga. Komentarze są moderowane i mogą nie pojawić się natychmiast po utworzeniu. Autor niniejszego bloga zastrzega sobie prawo do niedopuszczenia komentarzy będących SPAMem i/lub nie odnoszących się do komentowanego wpisu i/lub łamiących zasady kulturalnej wymiany opinii.