piątek, 19 marca 2010

Nowoczesne sadownictwo

Dyskusje, jakie co jakiś czas przeprowadzam ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi skłoniły mnie do głębszych przemyśleń na temat działalności firmy Apple. Jestem przekonany, że niniejszy wpis rozwścieczy wiele osób. Nie jest to moją intencją, ale nie zamierzam bronić się przed wyrażaniem swoich myśli.

Firma Apple jest postrzegana jako wizjonerska i innowacyjna. Coś niewątpliwie w tym jest i nawet pomimo, że duża ilość rozwiązań technologicznych istniała już wcześniej, to Steve Jobs jest mistrzem we wprowadzaniu ich na rynek konsumencki. Dyskusyjny jest jednak sposób, w jaki osiąga ten tytuł. Kiedy zapytamy użytkowników produktów firmy Apple dlaczego wybierają właśnie te urządzenia, z pewnością usłyszymy wiele odpowiedzi "bo są ładne". Znacznie mniej usłyszymy "bo są funkcjonalne" i na pewno nie usłyszymy "bo są tanie". Zadziwiające, prawda? Jeśli chodzi o różnego rodzaju iCośtam, nawet ludzie których o to byśmy nigdy nie posądzali kupują je ze względu na wygląd. Mało tego! Są w stanie wydać na nie nawet duże sumy pieniędzy.

Kilka osób wspomni o ergonomii użytkowania, o której użytkownicy systemów MacOSX najwyraźniej mają niewielkie pojęcie, skoro chwalą obsługę tego systemu. Miałem okazję pracować na komputerach iMac, obsługiwać iPoda, a także wypróbować iPhone i iBook. Jedynie aparat telefoniczny miał interfejs, który można by nazwać ergonomicznym. Menu wyświetlane tylko dla aktywnego okna, konieczność przytrzymywania klawisza myszy w celu otwarcia menu kontekstowego, okrągłe smyradło nie dające żadnej zwrotnej informacji o wydawanej komendzie, możliwość wgrywania plików multimedialnych tylko przy pomocy specjalnego oprogramowania i wiele innych rzeczy sprawia, że rozwiązania firmy Apple ciężko nazwać wygodnymi i szybkimi w obsłudze. Można do nich przywyknąć, lecz sprawdzają się jedynie w przypadku, gdy mamy bardzo dużo wolnego czasu, a nie gdy trzeba wykonać szybko wiele czynności.

Najbladziej jednak wypada współczynnik możliwości do ceny. Płacimy więcej za mniej i najwyraźniej klienci nie mają nic przeciwko temu. Telefon sprzętowo pozostający w tyle za konkurencją, odtwarzacze muzyki i wideo obsługujące po jednym formacie na typ, komputery których nie można rozbudowywać bez ponoszenia ogromnych kosztów i utraty gwarancji, ... To wszystko są drogie urządzenia, które często ze względu na cenę są nazywane gadżetami. Ale ludzie je kupują, dlatego że "to jest Apple", "to jest ładne" i "to jest modne". Kiedyś takie postępowanie nazywało się "snobizmem", lecz teraz nazwanie tak użytkownika produktów Apple jest równoznaczne ze śmiertelną obrazą, uszkodzeniami ciała lub procesem o zniesławienie.

Wyłania się tutaj model biznesowy firmy z Coupertino. Jest to firma sadownicza. Apple nie produkuje urządzeń elektronicznych, lecz hoduje użytkowników - pejoratywnie nazywanych fanbojami (fanboy). Komputery i telefony są jedynie półproduktami, nawozem. Apple tworzy swoich wyznawców, którzy kupią cokolwiek z naklejonym logo nadgryzionego jabłka. Ludzie tacy zaakceptują wszystko, nawet jeśli ograniczy się ich wolność wyboru aplikacji, jakie mogą zainstalować i używać na zakupionych telefonach. Każda premiera nowego telefonu, komputera czy bezużytecznego gadżetu typu iPad jest okresem zbiorów, kiedy to hodowla przynosi ogromne zyski. Popatrzmy na casus przytoczonego już iPada - nie jest to telefon (chociaż bazuje na iPhone), nie nadaje się do pisania tekstów (nie ma fizycznej klawiatury), nie nadaje się na przenośną konsolę do gier (jest za duży), nie może konkurować z netbookami (może mieć uruchomioną tylko jedną aplikację w tym samym czasie), a na czytnik książek elektronicznych jest zbyt drogi i świecący (wyświetlacz nie jest wykonany w technologii e-papieru). Mamy zatem duże coś, które do niczego się zbytnio nie nadaje, a które kupuje cała masa ludzi. Co więcej, daje się już słyszeć głosy, że Apple wprowadzając ten tablet na rynek ponownie wykazało się innowacyjnością, pomimo iż tego typu rozwiązania, mające znacznie więcej możliwości można zakupić od dłuższego czasu za mniejsze kwoty.

Apple spowodowało, że histeria panująca wokół jego produktów oślepiła użytkowników. Zrobił z nich zombie, śliniące się na widok każdego nowego, nawet niedorzecznie drogiego i bezsensownego urządzenia. Sprawiło, że portfele wyznawców automatycznie otwierają się na żądanie i życzenie Steve Jobsa, a każde publiczne skrytykowanie iGadżetów wywołuje rozdzierającą internetowe niebo burzę obronnych gromów nasyłanych przez wyznawców Jabłka, zachowujących się jak średniowieczny tłum obrzucający kamieniami "heretyków".

Według obecnych trendów korporacyjnych jest to firma-ideał. A to wszystko ze zwykłego sadownictwa.

2 komentarze:

  1. zgadzam się w pełni! a co powiesz o nexusie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałem okazji jeszcze nawet dotknąć telefonu Google, więc nie mogę się wypowiedzieć. Analiza rynku jednak wskazuje, że nie odniósł on większego sukcesu. Jeśli chodzi o telefony z systemem Android, znacznie lepiej poszła sprzedaż telefonu Motoroli. Jedni przyczyny dopatrują się w braku jakiejkolwiek reklamy telefonu Nexus, inni w jego praktycznej niedostępności poza USA (a przynajmniej mocno utrudnionym dostępem). Coś jest na rzeczy. Podobno Nexus był jedynie eksperymentem, a Google rozwinie skrzydła dopiero przy następnym modelu telefonu. Czekamy :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga. Komentarze są moderowane i mogą nie pojawić się natychmiast po utworzeniu. Autor niniejszego bloga zastrzega sobie prawo do niedopuszczenia komentarzy będących SPAMem i/lub nie odnoszących się do komentowanego wpisu i/lub łamiących zasady kulturalnej wymiany opinii.