wtorek, 19 stycznia 2010

I znowu Warszawa stoi... w kolejkach.

Jak trudna może być operacja zakupu biletu miesięcznego komunikacji miejskiej? Wydawałoby się, że wcale: udać się do punktu sprzedaży, wypowiedzieć jedno zdanie, położyć pieniądze na ladę, zabrać plastikową kartę i wyjść. Warszawski Zarząd Transportu Miejskiego najwyraźniej jednak uznał, że zakup Warszawskiej Karty Miejskiej jest zbyt prosty i mało uciążliwy dla pasażerów, zatem rozpoczął wielką akcję Personalizacja.

Zarząd Transportu Miejskiego odpowiada za wytyczanie tras tramwajów oraz autobusów, regulację ruchu tychże, sklecanie rozkładów jazdy, rozstawianie przystanków itp. Według niektórych gapowiczów są odpowiedzialni także za światowy kryzys, wybuch epidemii dżumy w 1348 roku oraz wzrost liczby cyklistów na ulicach. ZTM zajmuje się także produkcją, sprzedażą i kontrolą biletów na przejazdy komunikacją miejską i dotychczas wychodziło im to nader sprawnie. Kilka lat temu wprowadzono nawet udogodnienie w postaci elektronicznego biletu okresowego, czyli Warszawskiej Karty Miejskiej, potocznie zwanej miesięcznym, sieciówką lub dietą portfela. Niedługo potem ekshibicjoniści mogli dać częściowy upust swoim żądzom zamawiając opcjonalną Kartę Spersonalizowaną, zawierającą oprócz czytelnego imienia i nazwiska także zdjęcie posiadacza. Wszyscy byli szczęśliwi (nie licząc okresu, w którym trzeba było wymienić papierowe bilety okresowe na plastikowe), w Warszawie panował pokój, a niebo było częściej niebieskie. Jednakże zaczęły nadciągać czarne chmury. ZTM postanowił opcjonalną dotychczas Kartę Spersonalizowaną uczynić obowiązkową, czym doprowadzili do wybuchu kolejnej epidemii syndromu Tourette'a w stolicy.

Dotychczas zakup karty był banalnie prosty i nie wymagał większych nakładów czasowo-finansowych. Te czasy jednak przeminęły wraz z pierwszym stycznia 2010 roku. Obecnie, aby wyrobić sobie bilet miesięczny, należy złożyć wniosek (!) wraz ze zdjęciem (!!) w jednym z trzech (!!!) punktów sprzedaży w Warszawie. Drugim sposobem jest wypełnienie formularza na stronie http://personalizacja.ztm.waw.pl, wraz z cyfrową kopią zdjęcia, która nie może być większa niż 200kB i musi posiadać określone wymiary minimalne. Co to oznacza dla szarego Warszawiaka? W przypadku składania wniosku papierowego konieczne jest udanie się do fotografa w celu wykonania zdjęcia, następnie do jednego ze ściśle określonych punktów ZTM, które mogą się znajdować bardzo daleko od miejsca zamieszkania, odstania w długiej kolejce po druk, wypełnienia druku oraz naklejenia zdjęcia (a zatem zniszczenia fotografii), odstania w długiej kolejce celem złożenia tej całej makulatury i odczekania bliżej nieokreślonego czasu na wyrobienie karty. W przypadku składania wniosku przez Internet należy udać się do fotografa, jeśli żyje on jeszcze w czasach Ansela Adamsa - zeskanować fotografię samemu, lub udać się do najbliższego punktu ksero, gdzie zrobią to za nas (a na wynikowym obrazku będziemy wyglądać jak skacowany poganiacz kóz z Chile), dowiedzieć się z Google jak spowodować aby plik miał mniej niż 200... "kilokombajnów" oraz co to jest piksel, mieć szczęście (wspomagane sowitym datkiem na tacę w kościele) aby strona internetowa Personalizacji działała, założyć sobie konto pocztowe (jeśli nie istnieje), wypełnić, poprawić, jeszcze raz poprawić, odświeżyć gdyż "Error 500 - Internal Server Error" nie wydaje się być właściwym potwierdzeniem odebrania wniosku, odczekać bliżej nieokreślony czas na otrzymanie wiadomości e-mail typu "Twoja karta jest już gotowa", udać się po odbiór karty do wybranego punktu ZTM. Jeśli ktoś uważał, że zakup wcześniejszych kart wymagał wiele zachodu, teraz z pewnością zmienił zdanie.

Te wszystkie operacje musi wykonać Warszawiak, który "wszędzie ma blisko i po drodze". Jeśli ktoś jednak przyjeżdża do Warszawy na miesiąc (np. w celach służbowych) i chce jeździć komunikacją miejską na bilecie miesięcznym, może się bardzo zdziwić kiedy pani w okienku zażąda wypełnionego formularza z naklejoną fotografią. Jeszcze bardziej może się zdziwić, kiedy się dowie o czasie oczekiwania na kawałek plastiku, który rozpoczyna się od tygodnia i dąży do nieskończoności. Nie mam zielonego pojęcia też co mają zrobić osoby korzystające z biletu miesięcznego "na okaziciela". Dotychczas cała rodzina, a nawet firma mogła jeździć na jednym bilecie (oczywiście nie jednocześnie). Wystarczyło na karcie napisać "okaziciel" zamiast imienia i nazwiska. Teraz nie będzie takiej możliwości, gdyż ZTM nie zapewnia kart z więcej niż jednym miejscem na zdjęcie i dane personalne. Być może jadąc na bilecie babci, trzeba będzie kontrolerowi przedstawić oświadczenie posiadaczki, iż osoba wyglądająca na wystraszonego kreta w okularach ma zezwolenie na wykorzystywanie biletu w jej imieniu, albo rozwijać płachtę z poświadczonym notarialnie drzewem genealogicznym.

Długo się zastanawiałem nad sensem obligatoryjności kart spersonalizowanych. Ponieważ myślenie na ten temat spowodowało wystąpienie objawów ostrego przepalenia neuronów, postanowiłem dowiedzieć się jak samo ZTM przedstawia korzyści posiadania karty spersonalizowanej. W tym celu udałem się na stronę pod adresem https://personalizacja.ztm.waw.pl/korzysci.php, gdzie widnieje zastraszająca liczba powodów (trzy). Oto one:

  • Możliwość zablokowania Karty i odzyskania niewykorzystanej części biletu w przypadku utraty Karty

    Z powyższego zdania wynika, że nadrukowanie zdjęcia daje karcie magiczne zdolności umożliwiające jej zablokowanie oraz odzyskanie kilku złociszy. Tak naprawdę jest to zwykła karta miejska, posiadająca swój unikalny numer, który teraz może byc powiązany z osobą. Czy zatem nie byłoby prostsze, tańsze i mniej uciążliwe dla pasażerów udostępnienie papierowego i internetowego formularza, w którym wpisywałoby się swoje dane (+PESEL) oraz numer posiadanej już karty? Taka usługa byłaby opcjonalna i jeśli ktoś nie dba o to czy straci te 10PLN w wyniku kradzieży karty, nie musiałby łazić do fotografa i stać po raz kolejny w kilometrowych kolejkach.

  • Karta spersonalizowana zastępuje dokument tożsamości

    Przez te kilka lat posiadania przeze mnie karty żaden z kontrolerów nie pofatygował się spojrzeć na wypisane tam nazwisko. Równie dobrze mógłbym na niej napisać "Władca Świata i planety Wenus". Jak niby nowa karta ma zatem stanowić potwierdzenie tożsamości? Nagle kontrolerzy zaczną porównywać fotografię z twarzą osoby okazującej? Na karcie nie ma też danych adresowych, zatem i tak pewnie trzeba będzie wręczyć "inny dokument ze zdjęciem" potwierdzający, że nie mieszkam w Stumilowym Lesie. WKM także stanowi dokument tożsamości jedynie dla ZTM, zatem i tak muszę mieć przy sobie dowód osobisty, prawo jazdy lub paszport. Nie ma dla mnie różnicy czy okażę dowód czy kartę przy wypisywaniu mandatu za nieaktywowanie WKM po naładowaniu.

  • Nowe oferty skierowane dla posiadaczy Kart spersonalizowanych

    A to już prawdziwa perełka użycia niewłaściwych rzeczy do niewłaściwych celów. Według planów (planów!) ZTM, kartą miejską (czyli de facto biletem komunikacji miejskiej) będzie można płacić za takie uciechy jak np. basen. Ale jak to będzie niby rozliczane? Czy po wejściu na basen na bilet miesięczny (>80PLN) stracę tydzień jazdy komunikacją? Co to ma ułatwić? I tak muszę się udać do kasy celem odebrania tzw. zegarka, zatem mogę od razu zapłacić żywą gotówką. Chyba, że przechodząc obok "Warszawianki" nagle najdzie mnie ochota na kąpiel i brak ochoty na udanie się do bankomatu, ale korzystanie z basenu raczej nie zalicza się do aktywności wykonywanych spontanicznie, szczególnie gdy nie mamy na swoim standardowym wyposażeniu plecaka kąpielówek i ręcznika.

Cała akcja wygląda raczej na czyste "widzimisie" urzędników. ZTM zawsze starał się być nowoczesny. Jako pierwsi w Polsce wprowadzili elektroniczne karty miejskie, elektroniczne informatory o przyjazdach tramwajów w Alejach Jerozolimskich (które w rzeczywistości są świecącą wersją rozkładów papierowych i mimo zapewnień oraz projektów zdają się nie być aktualizowane na podstawie aktualnego położenia pojazdów względem przystanku), gadające urządzenia w tramwajach, klimatyzację w autobusach, czy wyświetlacze TFT w metrze (które z racji tego, iż wyświetlają głównie jedną i tę samą informację, równie dobrze mogłyby być zastąpione podświetlaną tablicą z pleksi oraz małym wyświetlaczem diodowym). Nowe karty zatem zdają się być kolejnym pomysłem na jeszcze jeden punkt nowoczesności w historii Zarządu.

Co czeka nas w przyszłości? Czy kolejna generacja kart będzie wymagała złożenia dodatkowo odcisków palców (poświadczonych przez Rejonową Komendę Policji), zaświadczenia z IPN oraz Agencji Kontrwywiadu Wojskowego? A może w pojazdach zamontowane zostaną czytniki siatkówki oka, na wzór tych z filmu Raport Mniejszości? To byłoby prawdziwą bombą na folderach reklamowych ZTM - Nie musisz już posiadać Spersonalizowanej Karty Miejskiej! Wystarczy, że dostarczysz nam wycinek siatkówki swojego oka wraz z próbką moczu. Uwaga! Skanery siatkówki będą obowiązkowe od pierwszego stycznia 2020 roku! Złóż wniosek już dziś i uniknij kolejek później! (oferta dotyczy obywateli Polski, co do których Krajowa Izba Prekognicji nie posiada zapisów o możliwości popełnienia przestępstwa w przyszłości).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga. Komentarze są moderowane i mogą nie pojawić się natychmiast po utworzeniu. Autor niniejszego bloga zastrzega sobie prawo do niedopuszczenia komentarzy będących SPAMem i/lub nie odnoszących się do komentowanego wpisu i/lub łamiących zasady kulturalnej wymiany opinii.