niedziela, 19 września 2010

Krzyż Trojański

Każdy, kto nie żył przez ostatnie pół roku pod kamieniem wie o zamieszaniu wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Pierwsza próba jego przeniesienia, w towarzystwie znanych osobistości, harcerzy, księży, ze śpiewem, modlitwami, kamerami oraz dużą ilością święconej wody zakończyła się wyzwiskami, artylerią zniczy, przepychankami, zatrzymaniami, rannymi strażnikami i nadzwyczaj szybkim odwrotem kolumny przejmującej krzyż. Rząd zmienił więc taktykę i najpierw przejął kontrolę nad terenem, a następnie wysłał oddział specjalny, który pod osłoną nocy oraz przy wsparciu lądowym elitarnych jednostek policji, odbił krzyż i przeniósł go do kaplicy. Wydawałoby się, że ta żenująca sytuacja dobiegła końca, jednakże "obrońcy krzyża" zapowiadają zemstę na kółkach.

Polityczna gra słów

10 kwietnia 2010 rozbił się prezydencki samolot, który zamiast unosić się w powietrzu powinien stać w Muzeum Lotnictwa z dużą tabliczką informacyjną i trapem dla zwiedzających. W katastrofie zginęło 95 osób, w tym czołowi politycy z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Ich śmierć była tragiczna, jednakże politycy Prawa i Sprawiedliwości, dowodzeni przez Jarosława Kaczyńskiego zaczęli z tragizmem mocno przesadzać. Próbowano nam wmawiać, że Lech Kaczyński wraz z małżonką (oraz inni politycy, ale o nich wspominano tylko od czasu do czasu, zapewne aby nie przedłużać przemówień) polegli śmiercią męczeńską. Biorąc pod uwagę wszystkich męczenników oraz okoliczności ich śmierci, należałoby zatem wprowadzić jakieś stopniowanie męczeństwa. Słowników języka polskiego jednak nie trzeba było zmieniać, gdyż zasada kłamstwo powtarzane dostatecznie wiele razy staje się prawdą nie zadziałała i politycy PiS musieli się wycofać ze swojej wersji wydarzeń. Skupili się więc na krzyżu, postawionym przed Pałacem Prezydenckim przez harcerzy ZHR tuż po katastrofie. Tabliczka do niego przymocowana wyrażała nadzieję harcerzy, że w tym miejscu powstanie pomnik upamiętniający ofiary.

Krzyż - Das Wunderwaffe

Krzyż przed pałacem szybko zgromadził tłumy osób, chcących uczcić pasażerów i załogę feralnego lotu. Zapalili znicze przedstawiciele elektoratu wszystkich partii, także tych nader egzotycznych. Była zgoda, pojednanie i dużo kwiatów. Kiedy emocje opadły, trzeźwo myślący ludzie rozeszli się do domów, zaś na miejscu pozostali jedynie najzagorzalsi fani kamiennych wygibasów prezentowanych publicznie. Spokój trwał do momentu, gdy zaczęto sobie uświadamiać, iż symbol religijny przed budynkiem rządowym stoi w sprzeczności z Konstytucją, która wyraźnie stwierdza, że Państwo Polskie jest wolne wyznaniowo. Naturalnym i rozsądnym zatem było podjęcie decyzji o przeniesieniu krzyża do świątyni, tak też zdecydowano w porozumieniu z Kościołem oraz ZHR. Wywołało to oburzenie osób codziennie modlących się pod krzyżem, które rozpoczęły pełnienie dwudziestoczterogodzinnej warty obronnej. Do akcji ochoczo przystąpił PiS, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, którego celem jako "konstruktywnej opozycji" (w polskim rozumieniu tego terminu) było negowanie każdej decyzji podjętej przez partię rządzącą. Dla większości Polaków reakcja ta była niezrozumiała, gdyż zapowiedziano przeniesienie krzyża, a nie przerobienie go na zapałki, czy obfite nasączenie benzyną i widowiskowe podpalenie. W mediach zaczął się ruch, takoż i na Krakowskim Przedmieściu.

Bardzo szybko powstał Komitet Obrony Krzyża, którego statutowym celem jak mniemam było zarządzanie wartami, podkręcanie atmosfery, rekrutowanie obrońców z całej Polski, pojawianie się przed pałacem z dużym notesem w ręku oraz krzyczenie w obiektywy kamer. Przedstawiciele nowopowstałej organizacji zażądali pozostawienia krzyża na obecnym miejscu do czasu wybudowania pomnika. Członkami Komitetu były osoby ze środowisk religijnych, a konkretnie katolickich, jednakże zapisać się mógł każdy, kto nie wyglądał na wyznawcę religii, której stałym elementem ceremonii jest poświęcanie dziewic (nawet tych nadzwyczaj mało urodziwych) czy dowolnej rogacizny. Zbierano podpisy pod petycją, także wśród przechodzących obok turystów, którzy byli święcie przekonani, że odbywa się właśnie jakiś happening Amnesty International. Kiedy zaś ogłoszono konkretną datę tego wydarzenia, rozpoczęto mobilizację sił i nie ukrywano, że celem jest niedopuszczenie do przeniesienia krzyża, wszelkimi środkami.

Ceremonia przeniesienia krzyża napotkała zacięty opór tłumu skandującego hasła oderwane od rzeczywistości. Rząd i służby porządkowe wyzywano od NKWD, gestapo, pachołków Rosji, sprzedawczyków i zbrodniarzy. Latały znicze, łamały się barierki, z księży szydzono i błagano o zostawienie krzyża w spokoju. Straż Miejska i BOR byli w kropce. Większość "obrońców krzyża" stanowiły osoby w podeszłym wieku, a od małego uczy się, że ludzi starszych się nie bije. Nauka ta jednak nie zakładała, że osoba starsza, podająca się za niedołężną będzie w furią atakować i wyrywać metalowe barierki. Normalnie w przypadku wandalizmu i niedostosowywania się do poleceń służb porządkowych na zgromadzeniach sprowadza się policjantów w zbrojach, z tarczami, pałkami i sporych rozmiarów ciężarówką wyposażoną w większą wersję Kärchera na dachu. Ale osób w podeszłym wieku nie wypada traktować jak chuliganów, nawet jeśli się zachowują jak oni. Ponieważ BOR zaczynał tracić kontrolę i ponosić straty w ludziach, kolumna czym prędzej podreptała w przeciwnym kierunku, zostawiając krzyż tam gdzie stał. "Obrońcy krzyża" tryumfowali, "borowiki" trafili do szpitali, rząd załamywał ręce, a cała Polska zadawała sobie pytanie gdzie jest policja. Dziwne rozdwojenie jaźni dopadło zaś PiS, którego posłowie z jednej strony krytykowali rząd za brak rozwiązania sprawy, z drugiej zaś za "skandaliczne" rozprawienie się z przeciwnikami przeniesienia krzyża.

Racjonalnie myślący człowiek w takim przypadku zadaje sobie pytania - jaki związek z religią ma pomnik ofiar katastrofy lotniczej, w której zginęli politycy? Dlaczego katolicy odmawiają przeniesienia swojego symbolu religijnego do świątyni? Dlaczego Komitet Obrony Krzyża walczy katolickim krzyżem aby wymusić postawienie pomnika członkom świeckiego rządu? Dlaczego partia, która w nazwie ma słowo "prawo" nawołuje do łamania postanowień Konstytucji, jednocześnie twierdząc, że jest to konieczne do walki o Wolną Polskę (przy czym "Wolna Polska" to taka, w której rządzi Prawo i Sprawiedliwość)?

Kto krzyżem wojuje, ten... wygrywa?

Teraz Pałac Prezydencki stał się miejscem kultu fanatyków. Nikt już chyba nie ma złudzeń, że "obrońcom krzyża" nie chodzi o symbol religijny, lecz tylko i wyłącznie o pomnik. Żąda go też Jarosław Kaczyński, kreujący się na wielkiego katolika. Jego żądania jednak kwalifikują się jako pycha, która jak ostatnio sprawdzałem nadal była jednym z siedmiu grzechów głównych. Pewna siostra zakonna zaproponowała, aby zamiast pomnika wybudować sierociniec, przytułek, czy dom starości i nazwać go imieniem ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu. Rząd się zgodził, harcerze przyklasnęli, księża pochwalili, rodziny ofiar zaaprobowały, a "obrońcy krzyża" powiedzieli "NIE". Czy tak postępują katolicy? Czy komitet nie powinien przypadkiem zmienić nazwy na "Komitet Obrony Pomnika"?

Widać też, że bezradność władz przy pierwszej próbie przeniesienia krzyża stworzyła precedens, który będzie wykorzystywany przez innych. Chcesz aby Jezus Chrystus był królem Polski? Postaw krzyż przed Pałacem Prezydenckim i krzycz "naziści! gestapo! NKWD!" kiedy zażądają jego przeniesienia. Chcesz żeby nauka religii w szkołach była obowiązkowa? Postaw krzyż przed pałacem. Chcesz żeby LPR wrócił do rządzenia? Postaw krzyż przed pałacem... Media zrobią szum, władza nie zrobi nic, a będzie można wysuwać nawet najbardziej absurdalne żądania. Trzeba tylko pamiętać o rozstawieniu wart.

Krzyża już nie ma. Został cichaczem przeniesiony do miejsca, gdzie powinien stać od początku, czyli kaplicy w Pałacu Prezydenckim. Przez pół roku mieliśmy okazję oglądać wewnętrzną walkę polityków, księży i zwykłych ludzi. Politycy obrzucali się wzajemnie oskarżeniami i podejmowali decyzje w sprawie krzyża, pomimo że nie leżało to w ich gestii. Księża najpierw popierali akcję obrony (a w niektórych przypadkach nawet współorganizowali wyjazdy), po czym wycofywali się z tego kiedy okazało się, że nie sprzyja to promocji katolicyzmu wśród młodzieży. Zwykli ludzie zaś albo dawali się wmanewrować w Wielką Grę, albo ze wstydem oglądały to, co się dzieje. Myliłby się jednak ten, kto myśli że jest to zakończenie historii histerii. Komitet Obrony Krzyża nadal istnieje i prężnie działa. Jarosław Kaczyński w mediach wypowiada się już "jako osoba prywatna, a nie polityk", lecz w barwach PiS mimo to nadal głosi polityczne hasła. Polska jest wciąż "krzyżem podzielona", a "obrońcy" już konstruują drugi krzyż, tym razem na kołach. Oby nie był to Krzyż Trojański, z którego pod osłoną nocy wysypią się uzbrojeni w małe krzyżyki członkowie Komitetu Obrony Krzyża, celem zbrojnego przejęcia dziedzińca Pałacu Prezydenckiego. Historia lubi się powtarzać.



Apolityczne postscriptum

Wiem, jestem kłamcą. Najpierw obiecałem, że będę więcej pisał, po czym zamilkłem na wieki. Przepraszam, poprawę obiecuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga. Komentarze są moderowane i mogą nie pojawić się natychmiast po utworzeniu. Autor niniejszego bloga zastrzega sobie prawo do niedopuszczenia komentarzy będących SPAMem i/lub nie odnoszących się do komentowanego wpisu i/lub łamiących zasady kulturalnej wymiany opinii.